
| Menu | ||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
|
| Ankieta |
|---|
| Zdjêcie z galerii |
|---|
|
|
| Odwiedza nas |
|---|
| Odwiedza nas 10 gości |
| Jedyna - Olga Merk |
|
|
| Napisał: rosyjski | |
«Путь Домой» № 4 (40) – весна 2011Олна Мерк - ЕдинственнаяOlga Merk – JedynaStoję w pokoju i klucz leży w mojej ręce. Nikt mnie nie zapraszał. Sama przyszłam. Po prostu przywitać się zachciało. Tutaj – u swej babci – tymczasowo – póki nie znajdzie mieszkania – mieszka nasz nowy współpracownik. Tu, w tym pokoju, gdzie jestem teraz z kluczem w ręku. Jego Babcia otworzyła mi drzwi. „ Pani Ina?” „Tak” „ Zatem proszę wejść! Aleks tak na Panią czekał! Pobiegł do sklepu. Ja też muszę lecieć. To jego klucz. Proszę na niego poczekać! Na razie” Wejściowe drzwi zatrzasnęły się za nią. Trach – buch. Drzwi jego pokoju zatrzasnęły się za mną. Buch – bach. Dziwne… Taka zmiana kolei losu… Czekał na mnie? Całkowicie nieoczekiwanie – już stojąc przed jego domem –postanowiłam zajść do niego… i oto teraz stoję z kluczem i czekam… A mówią – nie ma przeznaczenia… Na ulicy już się ściemnia, ale nie decyduję się zapalić światła. Babcia powiedziała, żebym na niego czekała – tak więc troszkę poczekam… Pokój prawie pusty, krzesło, wieszaki z ubraniami na ogromnych gwoździach, materac na podłodze, dwie lampki zaraz obok, popielniczka, porozrzucane gazety, plik listów, otwarte maile… Nawet i nie myślę ich czytać! Ale one leżą tutaj tak…na widoku … pośrodku pokoju… nie bardzo to wygląda na tajną korespondencję… Tylko adres przeczytam i położę z powrotem… Z listem w ręku przechodzę do okna - szeroka marynarka na wieszaku ostrzegawczo ciemnieje w półmroku. Niech będzie – tylko popatrzę – od kogo… Podłoga z niezadowoleniem skrzypi przy każdym kroku – ale ja już przy oknie. Tutaj, w świetle ulicznych latarni można jeszcze rozróżnić litery – (tylko – od kogo!) – czytać, oczywiście, nie będę! Ja nie jestem taka! Dużą czcionką na dole stoi – Ina. Przecież to ja – Ina?! Teraz, aby wyeliminować nieporozumienie trzeba będzie przeczytać ! „Zobaczymy się w środę. Mam nadzieję, że nie będzie to dla ciebie zbyt dużą niespodzianką…?” Równoległy świat? Skleroza? Robi mi się nieswojo. Chcę do domu! ……..krzyczę ze strachu przed obliczem szerokiej marynarki z jednookim blaskiem ogromnego gwoździa… Uderzam z całek siły… i w tym momencie dzwoni telefon. Gdzie jest telefon?! Nie wiem! Gdzieś w kącie! Oj, jak głośno – i tylko dlatego podnoszę słuchawkę. I milczę, słysząc podniecony głos Aleksa; „Ina?! Ty już tu?! Lecę! Na razie!” Rzucam słuchawkę i zdecydowanie kieruję się ku drzwiom. Precz stąd! Zdaje się, że zaraz będą tu dwie Iny – i jedna z nich – zbyteczna. Podłoga skrzypi i jedna z lamp zdecydowanie przegradza mi drogę. Słyszę drwiący brzęk jej odłamków – mam to gdzieś – już jestem przy drzwiach!!! Choćbyś miał paść – drzwi zamknięte! W rzeczywistości było to „ buch – bach” Czy też „buch –bach –trach”? W każdym razie, żeby otworzyć te złowrogie drzwi potrzebny mi klucz! A on został na parapecie! Nawet widzę jak się tam błyszczy – tajemniczo i podle. Próbując nie chodzić po porozrzucanych czasopismach podkradam się do okna. Podłoga liczy moje kroki – skrzyp- skrzyp – skrzyp! Ale już jestem przy oknie! I klucz w mojej dłoni! Marynarce jeszcze raz z całej siły - precz! Podłoga więcej już nie skrzypi. Przyczaiła się. Tylko odłamki szkła zgrzytają pod nogami. Jeszcze trzy kroki do drzwi… Grube kolorowe czasopismo desperacko rzuca mi się pod nogi. …i już leżąc głową na wielkiej, szklanej popielniczce, słyszę i rozumiem, że ktoś dzwoni do drzwi. Natarczywie i radośnie. „Poddaję się” – mówię. Bezdźwięcznie, z słonym posmakiem na ustach. Klucz wypada z mojej ręki… … przecież chciałam tylko się przywitać… Tłum. Mk Konsultacja filol. Stanisław Marinczenko Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... |